10 kwi 2015

Sekretny trening na 25. urodziny. Dlaczego biegam?


Dzisiejszy dzień jest moim ulubionym dniem w roku. Jest naprawdę wyjątkowy, bo właśnie dziś, 10 kwietnia 2015 roku, obchodzę swoje 25. urodziny! Jak mogę uczcić to najlepiej? Wybrałam się na popołudniowy bieg w nowych urodzinowych butach i właśnie dzisiaj zdradzę Wam swój największy biegowy sekret.



Zanim urodzinowa impreza rozkręci się na dobre w najbliższy weekend, wyciągam z pudełka nową, optymistycznie kolorową parę butów do biegania (wymarzony prezent na urodziny, dzięki Tato!) i ruszam w trasę po okolicy. W zeszłym roku pożegnałam moje kilkuletnie, wysłużone Nike Free Runy i z utęsknieniem czekałam na nową parę. W marcu było sporo pięknych i słonecznych dni, a ja z braku właściwego obuwia byłam skazana na bieżnię w fitness klubie. W końcu zaczyna się prawdziwa wiosna, a  25. urodziny to najlepszy powód do rozpoczęcia nowego aktywnego sezonu w terenie! 

Jednym z pierwszych postów na tym blogu był post w którym pisałam o tym, co daje mi bieganie. Skupiałam się przede wszystkim na zdrowiu, sylwetce, poprawie cery... Tak się składa, że przez ostatnie 4 lata regularnych treningów sporo się nauczyłam i odkryłam swój własny sekret: wiem, co naprawdę sprawia, że uwielbiam biegać. Sylwetka to tylko efekt uboczny, prawdziwe powody są o wiele ważniejsze.

Biegam od kilku dobrych lat. Najpierw była nienawiść (pamiętacie szkolne biegi na czas?), a później przyszła przyjaźń i głęboka miłość.

Biegam po to, aby oczyścić umysł. Po intensywnym i nie zawsze pozytywnym dniu w głowie kłębi się milion myśli, małych i większych problemów. Rytmiczny bieg wymusza skupienie się tylko na tej czynności. Na tym, czy biegnę we właściwym kierunku, czy utrzymuję dobre tempo, czy komfortowo mi się oddycha. To jak joga i medytacja w jednym, tylko że w ruchu.


Biegam, żeby wyłączyć się z życia. Być z dala od ekranu komputera przed którym siedzę co najmniej 8-10 godzin dziennie, nie przeglądać Facebooka, Instagramu, sieci, nie odbierać połączeń telefonicznych. Czasem mam wrażenie, że choruję na "nadaktywność", a wszystko spowodowane jest niemal 24-godzinnym podpięciem do mediów i urządzeń elektronicznych.

Biegam, żeby poczuć wiatr we włosach, promienie słońca na skórze, kamienie, gałęzie i błoto pod stopami. Czasem zapominam o tym jak piękna jest natura.

Biegam żeby poznać okolicę. Za każdym razem zdumiewa mnie, jak wiele jestem w stanie zobaczyć podczas treningu. Wbiegam na pola i uliczki do których na co dzień w ogóle nie jest mi po drodze. Dzięki temu odkryłam w okolicy swojego osiedla piękny, duży las, wielką łąkę i wiele uroczych domków. To także świetna opcja poznawania nowego kraju czy miasta!


Biegam żeby pobyć sama ze sobą. Czasem to jedyna rzecz, której nam potrzeba.

Biegam żeby uspokoić nerwy. Smutek, łzy, złość, żal. Po treningu nie mam siły przejmować się negatywnymi rzeczami.

Biegam żeby posłuchać muzyki. Mam ze sobą smartfona i włączoną aplikację Spotify. Słuchanie ulubionej muzyki w pięknych okolicznościach przyrody (no, czasem mniej pięknych okolicznościach miejskiej dżungli) daje 2x więcej radości.

Biegam żeby poczuć się silna. Psychicznie i fizycznie. Bieganie, jak i zresztą każdy inny sport, wzmacnia mięśnie, ale też i umysł. Uczy organizacji, wytrzymałości, wytrwałości i umiejętności cieszenia się małymi rzeczami. Takimi jak bieg w blasku słońca po leśnej polanie!


Biegam aby poczuć się kobietą. Kolorowe, radosne ciuchy i buty dodają mi energii. Facet w kolorowych leginsach? Ugh. A kobietom wszystko wolno!

Biegam po szczęście. Wysiłek fizyczny daje ogromną radochę. Endorfiny, serotonina i inne trudne słowa. Ale to naprawdę nie jest blef.

Biegam po zdrowie. To, w co zainwestuję dzisiaj, opłaci się jutro.

Biegam, żeby poczuć, że żyję. Im bardziej się zmęczę, tym bardziej żyję. Proste!


A więc zakładam swój sportowy strój. Biorę słuchawki, włączam aplikację z ulubioną playlistą. Wkładam buty, zamykam za sobą drzwi i biegnę.

I biegnę.
Biegnę.
Biegnę.
Biegnę w ten wyjątkowy dzień.

PS. Dzisiaj mija 25 lat, odkąd pojawiłam się na tym globie. I czuję, że to dopiero początek. Tyle marzeń do spełnienia, tyle celów do realizacji, tyle kilometrów do pokonania. I'm gonna #makeitcount.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Designed by Sally / BWD