19 sty 2015

Piszę sobie list do Ciebie...


Gdybym miała zdjęcie przedstawiające facepalm w moim wykonaniu, na pewno doskonale ilustrowałoby ten wpis. Nie licząc wizyty w szpitalu wieki temu, ostatni brak odzewu był jedną z najdłuższych przerw w blogowaniu. Dlaczego?


Rzecz raczej trywialna. Zaczęło się od braku czasu, który w całości poświęciłam rozwojowi drugiego bloga. Im bardziej wgłębiałam się w tematykę podróży, tym trudniej było mi wrócić do pisania na Mamy Sposób. Zaczęłam zastanawiać się czy ja w ogóle mam coś Wam do powiedzenia, skoro poza podróżowaniem i kilkoma innymi rzeczami, na wielu tematach po prostu się nie znam. Mam wrażenie, że ginę w tłumie blogerek doradzających jak żyć, co zjeść, gdzie bywać i jak myśleć. Nigdy nie chciałam być osobą, która mówi ludziom, co mają robić. Sama tego nie znoszę i nie wyobrażam sobie udawać, że znam się na czymś, co jest dla mnie czarną magią. I wiecie, jak to jest... Gdy już się traci motywację, to na całego. 

Do tej pory zastanawiam się, o czym powinnam pisać, aby w 100% oddać siebie. Może trochę obawiam się, że gdy zwrócę uwagę na sprawy, które mnie interesują, większość osób ucieknie z krzykiem, bo Mamy Sposób nie będzie kolejnym pięknym blogiem traktującym o idealnym sposobie na życie. Z założenia miał to być blog pokazujący, że mają niewiele, można... wiele. Można mieć ciekawe życie, przeżywać ciekawe rzeczy i robić wszystko po swojemu. Blog miał uzupełnić lukę pomiędzy słabymi stronami powstałymi wyłącznie po to, aby za darmo testować produkty (od kosmetyków po kaloryfery) oraz tymi, które mają tysiące fanów, piękne niczym z katalogu zdjęcia i autorki z zasobnym portfelem. 

I gdzie w tym wszystkim jestem ja? Dziewczyna, która ma marzenia, ale nie do końca wie jak je zrealizować, chodzi w kolorowych adidasach, włóczy się po warszawskich knajpkach, z uporem maniaka biega na treningi i testuje kolejne wersje koktajli w blenderze czy owsianek z tysiącem składników. Czy ona może kogokolwiek inspirować, skoro sama często czuje, że jeszcze nie znalazła swojego "stylu"? Oczywiście, mam trochę pomysłów na wpisy czy cykle tematyczne, całkowicie różnych od tego, co było, ale potrzebuję chwili, aby je przygotować. A przede wszystkim odpowiednich sytuacji do wykonania zdjęć. Jestem niestety jedną z tych osób, która jeśli nie ma materiałów dobrej jakości, błyskawicznie traci ochotę na pisanie, bo nie chce tworzyć treści-śmieci. Zima to dla mnie najgorszy czas pod względem możliwości foto. Rano ciemno, wieczorem ciemno. Ubrać się fajnie do zdjęć też nie ma jak, bo i tak przez 3 miesiące chodzi się w tych samych butach, kurtce i czapce. 

Najbardziej szokuje mnie jednak fakt, że ciągle Was tu przybywa! Na przełomie grudnia i stycznia przybyło sporo osób na FB, mimo, że nie opublikowałam w tym czasie żadnego wpisu na blogu. Ale jesteście... gdy tracę nadzieję, że to, co tu bazgrolę może kogokolwiek zainteresować, nagle przybywa czytelników, albo ktoś pisze coś bardzo miłego na temat bloga, że ręce opadają. I jak ja mam przestać pisać?

Wrócę. Wracam. Wróciłam? Tylko dajcie chwilę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Designed by Sally / BWD