4 gru 2014

Podsumowanie listopada

Jak minął Wam listopad? Swój mogłabym nazwać "pochwałą fitnessu", bo z okazji 1 listopada wybrałam się z przyjaciółką na siłownię przetestować swoją nową kartę MultiSport. Gdy próbuję sobie przypomnieć, co dokładnie robiłam miesiąc temu, widzę siebie ledwo zipiącą na bieżni, siedzącą na dziwnych maszynach do ćwiczeń, podnoszącą ciężary i gibającą się na sali fitness. A pomiędzy treningami (jak zwykle) duuuużo jadłam i w końcu wybrałam się na długo oczekiwany film do kina.




Po 7 miesiącach ćwiczeń w mieszkaniu (wolna przestrzeń: około 1,5 m x 1 m), nie mogłam już patrzeć na swoją wymęczoną matę. Wcześniej, na samą myśl o ćwiczeniach na sali z instruktorem,
chciało mi się śmiać - ja, poważna persona, będę wypinać tyłek i kiwać się w takt muzyki? Okazało się, że zajęcia fitness (w tej chwili mieszam sobie TBC, aeroboxing, "kobiecą" sztangę - na zdjęciu - i body shape) na tyle mi się spodobały, że odechciało mi się biegać (!) na bieżni. Mam wielki ubaw, a instruktorki są wspaniałe, zabawne i bardzo głośne. Od razu mi się buzia cieszy na myśl o treningu i wcale nie przeraża niska temperatura i dystans, który muszę przejść zamarzając, aby dotrzeć do klubu.


Pamiętacie mój wpis o stroju do ćwiczeń w domu? Gdy tylko przeniosłam się do klubu, czerwone buty, których używałam na macie, stały się bezużyteczne. Bolały mnie stopy od intensywnych ćwiczeń na sali i przez kilka dni po treningu nie potrafiłam normalnie chodzić. Postanowiłam je sprzedać, dopłacić trochę do tego, co zarobię i kupić nowy strój i buty do ćwiczeń. Trafiłam akurat na takie, które tak bardzo mi się podobają, że gdy tylko na dworze zrobi się ciepło, chyba będę w nich śmigać na mieście! Poza tym idealnie sprawdzają się na fitness, nic nie boli, jest super. Kilka tygodni temu zawodowo odwiedziłam też GYM BREAK CENTER, czyli nowe centrum treningu funkcjonalnego należące do Szymona Gasia i Kasi Kępki. Możecie uwierzyć mi na słowo, że to wspaniała ekipa. Miałam okazję z nimi współpracować kilka razy i nie mogę się nachwalić, są strasznie mili i dają z siebie wszystko. Zauroczyłam się tym całym fit klimatem i poważnie myślę, czy w przyszłym roku nie zapisać się na zajęcia do Szymona. Jeśli zagwarantuje mi taki brzuch jak ma Kasia, już jestem przekonana! ;-)


Jak uzupełnić stracone kalorie? Proste! Hm, właśnie teraz zauważyłam, że zestawiłam zdjęcia potraw wyglądających jak typowy fast-food ;-) W listopadzie w Warszawie odbył się Warsaw Restaurant Week(end), w ramach którego można było skosztować pełnego menu wybranych lokali (2 dania i deser) w cenie 39 zł. Wybraliśmy Flambeerię, nowe miejsce serwujące alzackie placki wypiekane na  bardzo cienkim cieście chlebowym i posmarowanym specjalnym rodzajem śmietany, na której układa się resztę składników. Kolejne odkrycie listopada - Falafel Bejrut niedaleko Placu Bankowego. Najpyszniejszy falafel w mieście serwowany przez miłego pana z Libanu (tak mi się wydaje), który każdego gościa częstuje np. świeżo wykonanym hummusem czy ciasteczkiem na do widzenia.


W listopadzie odbył się mój "piekarnikowy" debiut - upiekłam chleb bananowy, oklaski dla mnie! Później zajadałam się nim na śniadanie, smarując gęsto masłem migdałowym, serkiem ricotta, dżemem i miodem. Wpadłam też do Chińskiej Pierogarni To Tu na kilka chińskich pierożków (a to niespodzianka) i sałatkę z alg morskich, której od dawna bardzo chciałam spróbować (superzdrowa i te sprawy), a nigdy nie miałam okazji. Bardzo ciekawa w smaku, mi podeszła, chłopakowi już nie. Kwestia gustu, ja jak zwykle zachęcam do kulinarnych eksperymentów!


Listopad mógłby też się nazywać "miesiącem zupy". Najpierw była najprostsza na świecie zupa - krem ze szpinaka (dwa ugotowane ziemniaki, pół dużego opakowania liści szpinaku, dwa ząbki czosnku i dwie duże szklanki bulionu warzywnego - porcja na dwa dni!), a później zupa dyniowa z prażonymi płatkami migdałowymi. W którymś z numerów KUKBUKA znalazłam reklamę mrożonej dyni w kostkach Hortex i poczułam się spełnionym człowiekiem. W końcu nie muszę walczyć przez godzinę z dynią i męczyć się przy obieraniu!


Wypiłam też duuużo kawy, zarówno w domu, jak i na mieście. Knajpki powyżej (STOR i Fabryczną) przedstawiłam Wam w poprzednim poście. Gdyby ktoś szukał miłej kawiarni w Warszawie, te miejsca mają niepowtarzalny klimat!


Kolejna kawa i kolejna część "Igrzysk Śmierci", czyli wyjście do kina na długo oczekiwany przeze mnie film. Książka była cudowna, dwie pierwsze części filmu też na swój sposób przeżywałam, ale pierwsza część... trzeciej części mnie zawiodła. Ostatni tom powieści był według mnie najlepszy, tymczasem w filmie prawie nic się nie działo. Oczywiście mi się podobało, bo to "Igrzyska Śmierci", ale nie było "tego czegoś". Czekam z dużą nadzieją na ostatnią część filmu i mam nadzieję, że będzie o wiele ciekawsza niż jej poprzedniczka. Za to bardzo wpadła mi w ucho jedna z piosenek, ta śpiewana przez samą Jeniffer Lawrence "The Hanging Tree". Nie sądziłam, że dziewczyna tak nieźle sobie radzi przed mikrofonem! To jeden z tych utworów, które wpadają mi w ucho, po czym puszczam je przez kolejne dni, niemal 24/7.


Pracujące weekendy? Powiedzmy, że nie są moją ulubioną formą spędzania wolnego czasu, ale gdy mam możliwość stołowania się w hotelu, w którym bufet śniadaniowy przekracza swoją różnorodnością wszelkie wyobrażenia, daję za wygraną. Nigdy nie widziałam tak dużego wyboru jedzenia. Oczywiście zgarniałam wszystkiego po trochu i skończyłam z dwoma talerzami pełnymi jedzenia i kubkiem gęstego kakao. Dla równowagi, pod koniec miesiąca wybrałam się na wegańskie śniadanie do jednej z moich ulubionych, rodzinnych knajpek - Mysy. Było pysznie, a mama właścicielki przygotowała dla nas tofucznicę (jajecznicę z tofu zamiast jajek) i jaglankę z owocami i orzechami. Szkoda, że mi się nie chce robić w domu takich wystawnych śniadań. Nawet dla gości ;-)


Na deser, miłe odkrycie w sklepie stacjonarnym marki Nenukko, jednej z moich ulubionych! Od jakiegoś czasu właścicielki doklejają na ścianie przymierzalni zdjęcia osób noszących ich projekty. Naliczyłam już 3 swoje i zrobiło mi się bardzo miło! Zwłaszcza, że jestem gdzieś obok Maffashion, Kamilli Baar i Olgi Frycz. Niezłe towarzystwo, co?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Designed by Sally / BWD