1 gru 2014

Jak smakuje dobra kawa?


Jeszcze parę lat temu, na dźwięk słowa "kawa", dostawałam dreszczy i zarzekałam się, że kawy pić nie będę, bo obrzydliwa i w ogóle. Tfu tfu tfu. Na szczęście człowiek z wiekiem mądrzeje ;-) i okazało się, że gorąca kawa to czasem najlepsza rzecz na świecie. Zwłaszcza o tej porze roku!


Sami powiedzcie, czy jest coś przyjemniejszego od kubka parującej kawy, rozmowy z przyjacielem i wirujących płatków śniegu albo deszczowej ulewy za oknem? Uwielbiam zaglądać do kawiarni na przełomie jesieni i zimy. Na dworze robi się okropnie zimno, a na myśl o ciepłym, zapadającym się fotelu, wolnej muzyce sączącej się z głośnika i twarzy dawno niewidzianej przyjaciółki, która podsuwa Ci pod nos Twoją ulubioną kawę, robi się tak cudownie miło. Poza tym, poranna kawa dodaje animuszu (efektu nagłego przypływu energii niestety nigdy nie zauważyłam), a ta popołudniowa pozwala zaszyć się pod kocykiem z gazetką albo książką i uciec myślami daleko, do innego świata. No a ta w kubku termicznym, która jedzie z Tobą metrem, autobusem, albo tramwajem, to już w ogóle czasami może być prawdziwym zbawieniem.

Ostatnio odkryłam w Warszawie dwie, nowe i świeżutkie jak bułeczki z piekarni, dobrze zapowiadające się kawiarnie. Jeśli wybieracie się do stolicy, mieszkacie tu lub zamieszkać zamierzacie, serdecznie polecam w ramach "Kulinarnej Warszawy". I choć moją ulubioną pozostaje chyba Ministerstwo Kawy, innym miejscom zawsze daję szansę. Szczególnie, jeśli właściciele są sympatyczni, pozytywne nastawieni do świata i próbują zawalczyć o własny biznes.

Pierwsza z propozycji warta uwagi to Kawiarnia Fabryczna, której zdjęcie sponsoruje dzisiejszy wpis. Fabryczna specjalizuje się przede wszystkim w serwowaniu kawy powstałej na drodze trzech najmodniejszych metod parzenia: dripa, chemexu i syfonu. Każda wymaga innej techniki i innych urządzeń, dla mnie czarna magia, ale dla pasjonatów czysta przyjemność :-) W Fabrycznej miałam chwilowo dość eksperymentów i zamówiłam zwyczajną, ale pyszną i kremową latte. Co jest w tym miejscu najlepsze? Wystrój, dzięki któremu możemy przenieść się w lata .60 i poczuć klimat czasów naszych rodziców. Fabryczna położona jest w bardzo cichej okolicy, a w środku jest naprawdę sporo przestrzeni. Jeśli będziecie chcieli uciec od miejskiego zgiełku z większą grupą znajomych, to miejsce będzie jak znalazł!


Drugie odkrycie miesiąca to Cafe STOR. Całkowite przeciwieństwo Fabrycznej, miejsce w którym poczujecie się jak w topowej kawiarence w Berlinie, Nowym Jorku czy Londynie. Jest prosto i nowocześnie, ale tak bardzo przyjemnie. W STORZE piłam kawę z chemexu, podaną w szklanej butelce przypominającej wazonik z IKEI. Do tego mała filiżanka, którą w ciągu spotkania napełniałam chyba z 5 razy! Nad głowami baristów huczy ocean, czyli wielkoformatowe zdjęcie autorstwa jednego ze współwłaścicieli kawiarni - pamiątka po wakacjach na portugalskiej wyspie. Żałuję, że nie uwieczniłam tego, co jest tu naprawdę grzechu warte... pysznego, piankowego sernika z pulpą z mango, jabłecznika rozpływającego się w ustach i brownie z solą i karmelem. Tak, tak... nawet ja się skusiłam na degustację. Na szczęście nie są to ciacha opływające w bitą śmietanę i tonę tłuszczu, więc raz na ruski rok można sobie pofolgować bez wyrzutów sumienia. Podobno sernik z mango ma już swoich wielbicieli, jeśli będziecie w pobliżu upewnijcie się, że nikt nie gwizdnie go Wam spod nosa :-) To miejsce jest zdecydowanie "na czasie" jeśli chodzi o Warszawę. Jeśli macie ochotę spotkać popularnych blogerów, myślę, że spokojnie możecie zacząć ich szukać właśnie tam. Zapomniałam wspomnieć o (z mojej perspektywy) najważniejszym - przemiłej obsłudze. W związku z tym, że długo czekałam na realizację zamówienia, bardzo przystojny i bardzo miły barista przyniósł nam do kolekcji ciast w ramach przeprosin porcję chleba bananowego i szeroki, łagodny uśmiech. Miło!

Jaką kawę lubicie najbardziej? Zakładając, że ją oczywiście pijecie od czasu do czasu. Ja dwa miesiące temu znalazłam przepis na jedną z najlepszych, domowej roboty, rozgrzewających kaw na zimę, jakie miałam okazję wypróbować. Jest prosta w przygotowaniu, rozgrzewa organizm, dodaje energii, przyspiesza metabolizm i wspomaga walkę z przeziębieniem. Kawowy ideał.

Składniki

- kubek wody
- 2 łyżeczki mielonej kawy (nie mam wielkiego doświadczenia w tej kwestii, bo dopiero rozpoczęłam przygodę z sypaną kawą; w te chwili mam w szafce Tchibo z "afrykańskiej" kolekcji Privat Kaffee)
- szczypta cynamonu i imbiru (opcjonalnie kardamon, ale ja go bardzo nie lubię, więc pomijam)
- łyżka kakao (najlepiej naturalnego bez dodatku cukru, ale nawet Nesquik da radę)
- łyżeczka miodu


Przygotowanie

Do kubka, w którym będę piła kawę, wlewam przefiltrowaną wodę. Ilość wody będzie odpowiadała ilości kawy, którą chcemy wypić. Wodę przelewam do rondelka i podgrzewam na najwyższych obrotach. Gdy woda zacznie się gotować, wsypuję kawę, kakao i przyprawy. Zmniejszam ogień, mieszam i gotuję przez kilka minut.


Wyłączam płytę indukcyjną/gaz, przelewam kawę do kubka i dodaję łyżeczkę miodu. Mieszam do czasu aż miód się rozpuści i pozostawiam kawę na minutę lub dwie, żeby wszystkie kawowe śmieci opadły na samo dno.


Kawa jest przyjemnie czekoladowa, delikatnie słodka, ale podszyta pikanterią, którą gwarantują korzenne przyprawy. W moim przypadku najlepiej sprawdza się jako dodatek do śniadania, ale jeszcze lepiej smakuje gdy wracam z weekendowego spaceru, zmarznięta do szpiku kości. 

Aż głupio się przyznawać, że jeszcze parę lat temu z lubością sączyłam napakowane cukrem i konserwantami kawy rozpuszczalne o tysiącach smaków. Błe, nie popełniajcie tego błędu co ja! 

---

Kawiarnia Fabryczna
ul. Fabryczna 28/30, Warszawa

Cafe STOR
ul. Tamka 33, Warszawa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Designed by Sally / BWD