13 gru 2014

12 powodów, dla których warto zakochać się w Stambule


Zwlekałam z tym wpisem prawie dwa miesiące, do czasu aż obrobimy wszystkie zdjęcia z wrześniowej podróży do Stambułu przez Bułgarię, a z powrotem przez Ukrainę. Mnóstwo osób, zaniepokojonych zamieszkami na Ukrainie, już przed wyjazdem żegnało się ze mną "tak na wszelki wypadek" i życzyło, abym wróciła do Polski w jednym kawałku. Jak widać wróciłam dawno temu, cała i zdrowa. A teraz napiszę Wam o kilku powodach, dla których powinniście odwiedzić najludniejsze miasto Turcji!




1. Fish-kebab everywhere - kanapka z rybą, czyli fish-kebab była pierwszą potrawą, której spróbowałam w Stambule. Serwowana na świeżo z łódki gibającej się u brzegu Bosforu i podawana z odrobiną warzyw i cebulą. Czasami to, co najprostsze, najlepiej smakuje!


2. Morski streetfood - a skoro już o jedzeniu mowa, małże faszerowane ryżem i przyprawami podbiły moje serce! Nie mam pojęcia, w jaki sposób są przygotowywane, bo przy zakupie sprzedawca otwiera każdą małżę z osobna i wyciska na nią sok z cytryny. A w środku takie pyszności! Gdybym przez te kilka dni pobytu miała się żywić tylko jedną potrawą, bezapelacyjnie zwyciężyłyby małże!




3. Bazarowe łupy - żaden sklep z najpiękniejszą wystawką nie ma i mieć nie będzie niepowtarzalnego klimatu, który ma Wielki Bazar w Stambule. Od cudownych lamp, przez dywany, wyroby ze skóry, antyki, ceramikę, aż po wszędobylskie lokum i słodką jak diabli baklawę - tak w skrócie mogłabym opisać trasę alejkami jednego z najstarszych targowisk na świecie. Targowanie mam już niemal opanowane do perfekcji, a uprzejme wykłócanie się o cenę towaru to świetny pretekst do przyjacielskiej pogawędki ze sprzedawcą!




4. Orient express - nic tak nie dodaje charakteru miastu, jak widok piętrzących się do nieba meczetów: Hagii Sophii, Nowego czy Błękitnego Meczetu, które od zewnątrz i środka zapierają dech w piersiach. Są ogromne i wyłożone miękkimi dywanami. Gdy upał stawał się męczący, ukrycie się przed słońcem w jednym z meczetów przynosiło niesamowitą ulgę i dostarczało mnóstwo wrażeń. Szczerze, nasze kościoły nie umywają się swoim tanim, złoconym przepychem do najpopularniejszych meczetów Stambułu.


















5. Lokalne trendy - zanim wejdziemy do jakiegokolwiek meczetu, każda kobieta musi obowiązkowo przykryć głowę, nogi i ramiona. Może i nie wyobrażam sobie chodzenia w stroju a la "Maryja z Jasełek" na co dzień, ale fajnie jest czasami ubrać się inaczej i niezauważenie wtopić się w podobny sobie tłum.


6. Ciemno wszędzie - będąc w Stambule, obowiązkowo trzeba zejść do podziemi. Cysterna Bazyliki, czyli zbiór wciąż nieźle trzymających się kilkuset starożytnych cystern (zbiorników na wodę) mieści się dokładnie pod stopami przechodniów. W środku panuje miły chłód, a lampy oświetlające kolumny nadają im niepowtarzalnej atmosfery. Pomiędzy kolumnami pływają karpie i kolorowe ryby. Serio, aż się nie chce wracać na powierzchnię!


7. Ulica, która nigdy nie śpi - mowa oczywiście o najpopularniejszej ulicy handlowej, czyli Istiklal. To jedyne takie miejsce, w którym, oprócz popularnych sieciówek i sklepów z luksusowymi gadżetami, spotkamy modnie i bardzo nowocześnie ubranych hipsterów ludzi, ale też uroczy, zabytkowy tramwaj, który wlecze się żółwim tempem, bo fala przechodniów specjalnie nie raczy ustąpić mu miejsca. Jest głośno, wesoło, a we wrześniu nad głowami wiszą już świąteczne ozdoby! ;-)


8. Lody jak krówki-ciągutki - na ulicy Istiklal serwują też jedyne w swoim rodzaju tureckie lody. Wyglądają podobnie jak nasze, więc na czym polega ich fenomen? Dondurma, bo tak się nazywają, mają zwartą, ciągnącą się konsystencję dzięki dodatkowi salepu i mastyksu. Salep to rodzaj mąki powstającej z bulw dzikiej orchidei, a mastyks to żywica pozyskiwana ze śródziemnomorskiego krzewu. Brzmi mało elegancko, ale smakuje nadzwyczaj dooobrze.


9. Zachody słońca - czy trzeba coś dodawać? Złociste wody Bosforu i sylwetki rysujących się w oddali meczetów. Zacny powód, żeby się rozmarzyć!


10. Ale taniocha - środek jesieni to sezon na coraz popularniejsze figi. Kilogram świeżych owoców kosztował na tureckim bazarku około 4 zł, czyli tyle, ile my zapłacimy za dwie sztuki fig w supermarkecie, sprowadzonych zresztą z Turcji. Każdy pobyt za granicą to najlepsza okazja, żeby obkupić się tym, co u nas sprzedaje się z kilkukrotną przebitką.



11. Nocny spektakl - pod osłoną nocy, Stambuł mieni się tysiącem barw! 


12. Rzuć granatem - sok z granatów to kolejna z tych rzeczy, które u nas są potwornie drogie, a zazwyczaj w ogóle niedostępne. Słodki, kwaskowaty i świetnie gaszący pragnienie. Świeżo wyciskane soki (testowałam jeszcze jabłka i marchewki) towarzyszyły mi każdego dnia. W domu mogę o nich pomarzyć, więc korzystam przy każdej nadającej się okazji.

Namówiłam Was chociaż troszeczkę? Stambuł wydaje się odległy, ale mając na podorędziu tanie loty, niemal żaden zakątek świata nie jest już nieosiągalny. Linie WizzAir często oferują bardzo tanie loty do Budapesztu, a ze stolicy Węgier - równie tanio - do Stambułu. To był mój pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz!

Wszystkie zdjęcia podchodzą oczywiście z drugiego bloga OOPS!sidedown, na który serdecznie Was zapraszam, jeśli oprócz większej dawki zdjęć chcecie o Stambule dowiedzieć się czegoś praktycznego.

No to güle güle!*

*czyli, do widzenia po turecku ;-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Designed by Sally / BWD