22 lut 2015

Trening w domu? Czemu nie z Xbox Fitness!


Dziewczyna... gra w grę?! Mimo, że nie żyjemy już w czasach Średniowiecza, fakt, że lubię od czasu do czasu sobie pograć i od przedszkola w moim domu była co najmniej jedna konsola, wciąż budzi konsternację wśród znajomych. Tym razem, choć w dłoni miałam pada, grać nie zamierzałam. Za to planowałam się spocić i solidnie zmęczyć!

Kilka tygodni temu otrzymałam propozycję przetestowania usługi Fitness dostępnej na konsoli Xbox One. Pomyślałam, czemu nie? Sama mam jednego Xboxa, a fitnessowi nigdy nie odmówię. Mimo, że uwielbiam biegać na dworze, chodzić na siłownię i na zajęcia z instruktorami, dzięki programowi Fitness nie musiałam ruszać się z domu. Postanowiłam więc, że instruktorów... zaproszę do siebie.


Którego trenera możemy zatrudnić? Jest na przykład znana, uwielbiająca krzyczeć na swoich podopiecznych Jillian Michaels,  jest Tony Horton (autor programu P90X, który testowało już sporo fit-vlogerek) czy Shaun T - samo nazwisko niewiele mi mówi, ale nazwa INSANITY już brzmi znajomo. Fitness obejmuje bardzo dużo treningów - wydolnościowych, ogólnorozwojowych, siłowych, sztuki walki, jogę, wszelkiego rodzaju ABS-y i tabaty. Dla tańczących znajdzie się zumba, a dla osób szukających relaksu - tai chi, które zaskoczyło mnie chyba najbardziej ;-) 

Najważniejsze ze spraw technicznych jest jednak to, że usługę Fitness możemy aktywować wyłącznie posiadając konto na Xbox Live oraz Kinecta. Część programów jest dostępna po zalogowaniu, część możemy zakupić osobno przez internet. A po co ten Kinect? To chyba najfajniejszy element zestawu. Podpięty do konsoli, w trakcie ćwiczeń pozwala poddawać treningi natychmiastowej ocenie i na bieżąco karcić uwagami (podnieś kolana, machaj rękami, rób głębsze przysiady!). Posiada funkcję mapowania mięśni, czyli działa na zasadzie podczerwieni monitorując, czy wkładasz w ćwiczenia odpowiednią siłę, odczytuje tętno z odległości 3 metrów i ilustruje poziom wykorzystania energii. Brzmi jak science-fiction, ale o dziwo - faktycznie działa. To co, zaczynamy?

To może na początek parę podstaw, ku pamięci. Zanim zaczniecie trening w domu, koniecznie załóżcie sportowe buty. Jeśli tego nie zrobicie, możecie - tak jak ja - ryzykować wybicie palca u stopy lub poślizgnąć się na podłodze i w najlepszym przypadku wywinąć orła, a w najgorszym - skręcić lub złamać nogę. Dobrym pomysłem będzie też zakup grubej, porządnej maty. W szczególności polecam maty firmy Tiguar. Ćwiczę z nimi na zajęciach i spisują się wyśmienicie. Na zdjęciach akurat nie mam żadnej, bo kilka miesięcy temu pozbyłam się już swojego mocno przechodzonego egzemplarza kupionego wiosną w Decathlonie.

Na pierwszy ogień wybrałam trening zawierający podstawy kick-boxingu. Ćwiczyłam aerokickboxing przez ponad miesiąc, więc z grubsza wiedziałam, co mnie czeka. Jeśli dobrze przyjrzycie się zdjęciom, w prawym górnym rogu panelu na ekranie zobaczycie moją sylwetkę, monitorowaną przez Kinecta.



Potem wybrałam ćwiczenia z Paulem George'm, jednym z zawodników NBA, który w ostatnim sezonie nabawił się okropnej kontuzji. Trening w głównej mierze opierał się na ćwiczeniach siłowych - wykrokach, deskach, pompkach i przysiadach.


Gdybym miała określić poziom swojej fachowości, deski (inaczej zwane plankami) są dla mnie bułką z masłem. Kształtują mięśnie brzucha, więc w trakcie ich wykonywania bardzo ważne jest, aby nie wypinać zadka w niebo, ale też nie leżeć plackiem na podłodze. W pompkach jestem coraz lepsza, ale wciąż brakuje mi siły, aby w tempie zrobić wszystkie powtórzenia i przy okazji się nie złamać.


Ćwiczenie równowagi


Side plank, czyli deska bokiem


Z perspektywy zdjęć wygląda jak miła zabawa, ale już po pięciu minutach ćwiczeń można poczuć pierwsze strużki spływającego po czole potu. Do wyboru mamy zajęcia trwające od ok. 10 do 40 minut. Większość z niech nie wymaga dużej przestrzeni, dlatego dla upartego i chcącego - nic trudnego. Xbox Fitness kojarzy mi się z połączeniem ćwiczeń w sieci/z płyt DVD z zajęciami z instruktorem, który na bieżąco podpatruje twoje poczynania i poprawia pozycję, jeśli trening wykonujesz nieprawidłowo. To ostatnie jest bardzo ważne, bo mnóstwo osób ćwiczących w domu z programem na DVD wykonuje ćwiczenia niepoprawnie. I albo nie widzi żadnych efektów, nie męczy się podczas treningu, albo w krótkim czasie nabawia się kontuzji. Ja akurat pokusiłam się o wersję dla fitnessowego hardcore'a - przyszłam po treningu w klubie i wzięłam się za drugą rundę w domu. Jak to mówią, "letko" nie było, ale zabawa była przednia.

Komu poleciłabym Xbox Fitness? Na pewno osobom, które lubią i wolą ćwiczyć w domu, ale też takim, które bardzo szybko nudzą się programami z sieci. Tu oferta dostępnych programów przewyższa liczbę zajęć w typowych klubach fitness. Swoją drogą nigdy nie pomyślałabym, ze sprzęt który na co dzień wykorzystuję do zabawy i relaksu, może pomóc mi ukształtować sylwetkę. Wiosna na horyzoncie, więc kto lenił się przez całą zimę, ma jeszcze szansę ostro wziąć się za siebie!

Więcej informacji o usłudze Xbox One najdziecie tutaj: Xbox Fitness

PS. A ja wiem, że nie jestem jedyną blogerką, która oprócz ćwiczeń lubi sobie pograć! Ciekawe, czy zgadniecie, o kogo chodzi... ;-)




12 lut 2015

Projekt "Pokolenie low control" - cz. 1



Spoglądam na najpopularniejsze blogi prowadzone przez najpopularniejsze blogerki. Wszystkie takie ładne, czyste, gładkie i bez skazy. Zastanawiam się, czy tylko ja wstaję rozczochrana i budzę się w zbyt dużym T-shircie, zamiast w idealnie skrojonej piżamie z jedwabiu? Czy tylko ja kilka razy w tygodniu dodaję do śniadania łychę tuczącego masła orzechowego (choć zdrowe!), zamiast pogryzać owsiankę z plasterkiem jabłka? I, o matko, nie mam w szafie najmodniejszych ubrań z wizerunkiem SpongeBoba, inspirowanymi pokazem Moschino, bo w centrum handlowym byłam ostatnio latem! Czas spuścić powietrze, drogie panie. Witamy w pokoleniu "low control".


2 lut 2015

7 powodów, dla których warto zakochać się w Brukseli


Och, brakowało mi trochę tych podróżniczych tematów związanych z mocno subiektywnymi powodami, dla których warto zakochać się w danym mieście. Nadszedł w końcu czas na Brukselę, w której byłam jeszcze w zeszłym roku, a do tej pory nie miałam okazji naskrobać dla Was kilku słów. Lecąc do Belgii myślałam, że będzie nudno i że po "odhaczeniu" tego państwa starczy mi na co najmniej pół życia. Wróciłam zachwycona i to chyba najlepsza recenzja, jaką mogłabym wystawić Belgii.


Designed by Sally / BWD