22 lis 2014

Legalne ciacha


Jedno z największych kobiecych marzeń? Jeść i nie tyć! Brzmi znajomo? Piszę to oczywiście pół żartem, pół serio, ale na pewno większości z nas przeszło to przynajmniej raz w życiu przez myśl. W końcu nadeszło i wybawienie - słodkości, które nie dość że nie tuczą (zjadane w rozsądnych ilościach), to jeszcze są pyszne i naładowane bombą wartości odżywczych. Po prostu legalne ciacha.

Świadomie zrezygnowałam z jedzenia słodyczy już wiele lat temu i po paru miesiącach całkowicie odzwyczaiłam się od smaku cukru. Jestem żywym przykładem na to, że to jest możliwe. Kubki smakowe po prostu odzwyczajają się od mocnych smaków - "zaślepiających" je słodkości i słonych rzeczy. Faszerowane chemią, cukrem i tłuszczem słabiej odbierają smak naturalnych produktów, a my uznajemy je jako mdłe. Ale spokojnie, święta nie jestem i być nie zamierzam. Najbardziej lubię lody i domowe ciasta - sernik mojej babci, mistrzostwo. Czasami dorzucam też kilka kostek czekolady do owsianki i nie mam żadnych wyrzutów sumienia, bo wszystko jest dla ludzi.

Kilka tygodni temu odkryłam coś, co zawróciło mi w głowie (a może w żołądku?) i przekonało, że nawet słodkości mogą być robione z głową, zdrowe i przy okazji świetnie smakować. To coś, to nowo powstała inicjatywa Legal Cakes - pierwsza w Polsce dietetyczna cukiernia. 

Ciężko mi uwierzyć, że nikt do tej pory nie wpadł na podobny pomysł, zwłaszcza gdy bycie fit i zdrowe odżywianie stały się trendem i tematem na topie. Zespół Legal Cakes tworzą dwie zaprzyjaźnione z piekarnikiem i książkami kucharskimi dziewczyny oraz trener i i dietetyk sportowy w jednej osobie. Z tego co się orientuję, firma funkcjonuje mniej więcej od lata i na razie dostarcza jedynie produkty na zamówienie do warszawskich siłowni oraz realizuje zamówienia indywidualne, np. na ciacha, catering czy rodzinne imprezy. Dlaczego zwróciłam na nich uwagę? Przede wszystkim dlatego, że komponując swoje wypieki biorą pod uwagę ich kaloryczność i wartości odżywcze. Skoro porcja kurczaka z ryżem i brokułami może być równie dobra po ćwiczeniach co baton brownie, dlaczego odmawiać sobie przyjemności? ;-) Zwłaszcza, że wszystkie typowe składniki są zastąpione zdrowymi wymiennikami, które nie wpływają na smak, ale mocno obcinają kalorie czy np. zawartość tłuszczu. Poza tym, słodkie dzieła Legal Cakes są pięknie pakowane i, co widać na pierwszy rzut oka, robione z pasją i pomysłem.

fot. Legal Cakes

Mam akurat pod ręką ściągę, więc napiszę Wam z czego składają się ich najpopularniejsze produkty - batony lądujące w lodówkach fitness clubów:

Baton brownie: czerwona fasola, odżywka białkowa, kakao, gorzka czekolada 90%, kasza jaglana i wanilia

Baton szyszka: kasza jaglana ekspandowana, ryż ekspandowany, płatki jęczmienne, odżywka białkowa, banany, miód, kakao

Baton żurawina i jagody goji: banany, płatki owsiane i jęczmienne, odżywka białkowa, żurawina i jagody goji

Baton szarlotkowy: banany, płatki owsiane i jęczmienne, odżywka białkowa, jabłka, cynamon i wanilia

Baton owocowo-czekoladowy: płatki owsiane i jęczmienne, odżywka białkowa, czekolada 90%, owoce sezonowe i wanilia

Udało mi się dorwać wszystkie oprócz szarlotkowego i mogę polecić z czystym sumieniem: batony są duże, świeże, wilgotne i przepyszne - bardziej przypominają ciastko niż typowy, suchy batonik musli z supermarketu. Dodatkowo, każdy z nich ma na opakowaniu informację o ilości kalorii, węglowodanów, białka i tłuszczu. Świetna regeneracyjna przekąska po ćwiczeniach. Przyznam, że samej ćwiczy mi się o wiele przyjemniej wiedząc, że po wysiłku czeka na mnie coś słodkiego :-) Do końca roku na ul. Chłodnej w Warszawie powinna pojawić się ich cukiernia, tymczasem można dokonywać zamówień przez internet lub polować w klubach fitness. Oprócz batonów, w swojej ofercie mają też piękne niskowęglowodanowe tiramisu (jogurt grecki, kawa, naturalne kakao i biszkopt upieczony na mące gryczanej, wiejskich jajkach i odżywce białkowej - brzmi cudownie, chcę spróbować!)

fot. Legal Cakes

Gdy już finalnie się otworzą, na pewno wparuję tam z aparatem i napiszę o lokalu trochę więcej w ramach "Kulinarnej Warszawy", tymczasem zajawiam temat i bardzo się cieszę, że mamy w kraju młodych, odważnych i kreatywnych ludzi.

OK, może moja kreatywność nie dorasta jeszcze Legal Cakes do pięt, ale dwa tygodnie temu porwałam się na zrobienie swojego pierwszego ciasta bananowego. Zawsze bałam się wszystkich przepisów wymagających użycia piekarnika, tym bardziej słodkości, bo wystarczająco dużo czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do gotowania sobie obiadów. Dorwałam w sklepie 6 bananów, pozwoliłam im trochę dojrzeć i poeksmerymentowałam. Wyszło prawie idealnie, ale za to jak smakowało... Nawet po zamrożeniu i ponownym rozmrożeniu tydzień później. Idealny pomysł na weekendowe śniadanie. Niepokojąco dobre, zdrowe i zapycha na kilka godzin! 

---



Chleb bananowy na mleku roślinnym


6 sztuk zmiksowanych dojrzałych bananów (miksowałam w blenderze)
ok. 3/4 szklanki cukru (ja użyłam całej, ale wyszło trochę za słodkie)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1/3 łyżeczki cynamonu
4 łyżki oleju (ja użyłam kokosowego)
2/3 szklanki mleka roślinnego (może być oczywiście krowie, ale staram się go unikać)
3 szklanki mąki (użyłam pełnoziarnistej, ręcznie mielonej - ciasto wyszło w środku za wilgotne, więc polecam typową pełnoziarnistą mąkę ze sklepu, ewentualnie zmiksowaną z białą)
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
6 łyżek wrzątku

Wszystkie składniki wymieszałam, przelałam do zwykłej keksówki i piekłam w 180 stopniach trochę ponad godzinę. Po godzinie warto sprawdzić patyczkiem stan ciasta i jeśli w środku będzie miękkie, a na zewnątrz chrupiące - powinno być gotowe. 


Samo dobro. Jeśli do tej pory obawialiście się takich eksperymentów, to pomyślcie sobie, że skoro ja i moje dwie lewe ręce dały radę, Wy też dacie. Ktoś robił, próbował? :-)

18 lis 2014

Zmiana kierunku bloga! I co wy na to? ;-)


Pora się do czegoś przyznać... Ostatnio straciłam nieco motywacji do pisania bloga. Zdarzały się przebłyski i pomysły na ciekawe tematy, ale przez większą część czasu towarzyszyła mi myśl, że nie do końca piszę o tym, o czym pisać bym chciała.


12 lis 2014

W pogoni za lajkiem

 

Kilka dni temu dostałam na swoim Instagramie nietypowe pytanie, brzmiało mniej więcej tak: "Twój Instagram jest wspaniały, a ja chcę go prowadzić podobnie do Ciebie. Możesz zajrzeć na mój profil i powiedzieć czy moje zdjęcia są OK?". W pierwszej chwili myślałam, że to żart. W drugiej zrobiło mi się szalenie miło. Odpowiedziałam grzecznie na pytanie, ale "sprawa instagramu" nie dawała mi spokoju. Czyżby rozpoczęła się era pogoni za lajkiem?


Designed by Sally / BWD