16.04.2015

Ucieczka do raju (przerywam blogowanie)



Długo o tym myślałam. Nie popełnię błędu, jeśli napiszę, że już w dzieciństwie byłam pewna że kiedyś w końcu to zrobię. Pewnie większość z Was zauważyła zmianę w częstotliwości publikowania postów. Od początku roku jest ich w miesiącu naprawdę niewiele. Czas przyznać się do tego, co przez wiele ostatnich tygodni pochłaniało mi tyle czasu po pracy i sprawiało, że nie mogłam pisać tak często jak chciałam i powinnam.

Znacie to uczucie? Marzycie o czymś już od podstawówki, wyobrażacie sobie dzień w którym realizujecie ten cel i uczucia Wam towarzyszące. Czujecie powiew wiatru za plecami, ciepło słońca, słyszycie głosy ludzi i wizualizujecie wszystkie inne elementy składające się w jedną całość.  Ja np. od dawna pragnęłam postawić stopę na kontynencie Ameryki Południowej. Zaczytywałam się w książkach Beaty Pawlikowskiej, oglądałam filmy dokumentalne i kolorowe albumy ze zdjęciami. Fascynują mnie historie starożytnych cywilizacji, zwłaszcza Majów czy Inków. I o ile jeszcze dwa lata temu, gdy spotkałam się w Warszawie z Ulą (bardziej znaną pod pseudonimem Adamant Wanderer), wyprawa tego kalibru była poza moimi możliwościami i z nieukrywaną zazdrością słuchałam relacji z pobytu w Brazylii, to dzisiaj czas zdobyć się na odwagę i powiedzieć sobie głośno: TO DZIEJE SIĘ NAPRAWDĘ! Dzisiaj po południu naprawdę wyruszam w trasę do Brazylii!

Bilety na pierwszą daleką podróż kupiłam już pół roku temu. Najpierw miałam wybrać się w tym terminie do Indii, ale miesiąc po zakupie biletów dowiedziałam się, że zostały anulowane. Mimo, że bardzo żałowałam, cały czas myślałam w duchu o Ameryce Południowej. Chyba Wszechświat mnie posłuchał, bo kilka tygodni później miałam już na mailu elektroniczny bilet do Brazylii w promocyjnej cenie. Planowanie wyjazdu trwało dosyć długo, dlatego nie byłam w stanie regularnie prowadzić bloga. Zwłaszcza, że (nie licząc Maroka), nigdy w życiu nie opuściłam Europy. To był wyczyn, ale mam nadzieję że wart zachodu. Przed wyjazdem nasłuchałam się sporo strasznych opowieści o miejscach w których będę pomieszkiwać (fawele w Rio de Janeiro!), ale postanowiłam podejść do nich z dużą dozą dystansu i zdrowego rozsądku. No, może pozbawienie się wszystkich dotychczasowych oszczędności nie należy do najbardziej rozsądnych rzeczy na świecie, ale, no właśnie... jeśli nie teraz, to kiedy? Realizację marzeń można ciągle odpychać w czasie bo mamy za mało czasu, za mało pieniędzy, za mało perspektyw. A czasem warto po prostu spróbować i nagle okazuje się, że jakimś dziwnym trafem udaje się (nawet po kilku latach starań), tylko dlatego, że bardzo tego chciałeś.

Tak więc, moje drogie i moi drodzy (wiem, że wpadają tu też czasem faceci... wow!) dzisiaj lecę do Madrytu, później do Brazylii i za ponad dwa tygodnie (niestety) wracam jeszcze bardziej skomplikowaną trasą do Polski ;-) W tym czasie koniecznie zaglądajcie na Facebooka Mamy sposób i OOPS!sidedown, a przede wszystkim na mój Instagram, bo wielki fotograficzny spam z jednego z najpiękniejszych miejsc na ziemi będzie nie do uniknięcia. 

Trzymajcie kciuki żebym wróciła cała i zdrowa, a ja wracam do mojego rozgrzebanego plecaka, ciuchów zawalających sypialnię i szykowania kanapek na wyjazd :-)

13.04.2015

25 prawd o życiu na 25. urodziny



Kilka tygodni temu przeczytałam wpis, w którym autorka z okazji urodzin dzieliła się z czytelnikami prawdami o życiu, do których doszła na przestrzeni lat. Tak się składa, że wczoraj zorganizowałam spotkanie z okazji 25. urodzin i pomyślałam, że ten przełomowy wiek zasługuje też na małe podsumowanie na blogu!


10.04.2015

Sekretny trening na 25. urodziny. Dlaczego biegam?


Dzisiejszy dzień jest moim ulubionym dniem w roku. Jest naprawdę wyjątkowy, bo właśnie dziś, 10 kwietnia 2015 roku, obchodzę swoje 25. urodziny! Jak mogę uczcić to najlepiej? Wybrałam się na popołudniowy bieg w nowych urodzinowych butach i właśnie dzisiaj zdradzę Wam swój największy biegowy sekret.


Designed by Sally / BWD