22 paź 2014

Sportowa suplementacja - recenzja produktów MyProtein



Kilka miesięcy temu całkowicie odstawiłam mięso. Na jak długo? Jeszcze nie wiem, ale w międzyczasie zwiększyłam też liczbę i intensywność ćwiczeń. Z biegiem czasu całkiem naturalnie przyszła mi do głowy myśl o znalezieniu alternatywnego źródła białka w diecie. Oczywiście na co dzień dostarczam go sobie w różnych formach, ale o wiele większy problem zaczęły dla mnie stanowić regeneracyjne posiłki po wysiłku. Właśnie wtedy postanowiłam wypróbować odżywkę białkową i skończyć z mitem o pakerze z nadmiernie rozrośniętym mięśniem.

Odkąd zaczęłam regularnie biegać, często miałam problem z jedzeniem po ćwiczeniach. A że wylewać siódme poty lubię/mogę dopiero wieczorem, wizja pakowania w siebie dodatkowej porcji jedzenia, zwłaszcza w momencie kiedy naprawdę nie mam apetytu, wydawała mi się całkowicie bezsensowna. Dopiero z czasem zaczęłam o wiele bardziej świadomie podchodzić do swojej diety pod kątem aktywności fizycznej. Pisałam do pism sportowych, radziłam się dietetyków na stronie Nike'a, Runner's World i magazynu Bieganie. Wszyscy specjaliści od żywienia, jak jeden mąż, starali się mnie przekonać, że nie dostarczając sobie po ćwiczeniach odpowiedniej porcji wartości odżywczych robię sobie krzywdę i zaprzepaszczam wypracowane rezultaty. Długo nie potrafiłam zmusić się do jedzenia o godzinie 21.00, 22.00 czy 23.00, bo już na dobre zdążyłam sobie wbić do głowy formułkę, że po 18.00 jeść już nie wolno.

Po intensywnym wysiłku (u mnie są to kilkunastokilometrowe biegi i ćwiczenia siłowe na macie) otwiera się w naszym organizmie tzw. okienko metaboliczne. To złota godzina, w ciągu której powinniśmy dostarczyć sobie zbilansowanej porcji białka i węglowodanów. Te pierwsze pełnią szczególnie ważną rolę, bo odbudowują powstałe w mięśniach mikrouszkodzenia. Tak, tak... dokładnie te, które określamy mianem zakwasów. 

Skoro z menu wykreśliłam mięso, a jedzenie wafli ryżowych z twarogiem robiło się nudne i w moim przeczuciu niepotrzebnie obciążało żołądek na noc, zaczęłam szukać alternatywy. I tak trafiłam na kilka wpisów polskich fit-blogerek testujących odżywki białkowe. Właśnie wtedy w głowie zaświtała mi myśl: może faktycznie warto spróbować? Research rozpoczęłam od zmierzenia się z najczęściej pojawiającymi się mitami. Sama nie wiem, kto wmówił mi, że odżywki białkowe to preparaty stosowane na przyrost masy mięśniowej. Może zdjęcia pakerów reklamujących proszki, tabletki i inne dziwne specyfiki? Prawda jest nieco inna i o wiele bardziej, dla nas kobiet, optymistyczna. Odżywki białkowe są po prostu źródłem aminokwasów niezbędnych do budowy mięśni, dostarczają białka w takiej samej formie jak pierś z kurczaka, serek ricotta czy twaróg. Kto słyszał, żeby od jedzenia bogatego w białko tuńczyka urosły mu mięśnie? No właśnie, podobnie jest z odżywkami. Postanowiłam pokonać swoje fitnessowo-dietetyczne lęki i spróbować sama. Dzięki uprzejmości firmy MyProtein Polska, wiodącej europejskiej marki na rynku suplementów dla sportowców, zaopatrzona w kupon rabatowy odwiedziłam brytyjski sklep internetowy (dowiedziałam się też, że obecnie firma pracuje nad polską wersją strony), zamówiłam kilka interesujących mnie produktów i... mocno się zdziwiłam. Zamówienia dokonałam wieczorem i jeszcze tego samego dnia dostałam informację, że moja paczka jest już w drodze. Dwa dni później była w moich rękach. Ta-daaa!


To może zacznijmy od odżywki, bo i tak wystarczająco się na jej temat rozpisałam. Wybrałam opcję Impact Whey Protein, czyli flagowy produkt marki, o smaku cookies & cream. Ja wiem, że to może brzmieć dziwnie i niekoniecznie zdrowo, ale przed zakupem dokładnie przestudiowałam listę składników i byłam mile zaskoczona.



Odżywka białkowa 

Odżywka ma postać białego proszku o wyraźnym śmietankowo-waniliowym zapachu. Ten proszek to właśnie białko serwatkowe w czystej postaci. Podobną wartością odżywczą charakteryzuje się serwatkowy serek ricotta, więc dla uproszczenia wyobrażam go sobie po prostu w sproszkowanej wersji. Oddzielone od znacznej ilości tłuszczu i laktozy (występujących np. w mleku) cząsteczki białka zachowują naturalne właściwości i właściwości odżywcze. 

Sami zresztą widzicie, że rozpiska składu nie ciągnie w nieskończoność się niczym odcinki brazylijskiej telenoweli. Oprócz koncentratu białka uzyskanego z mleka, znajdziemy w niej lecytynę sojową (składnik nieszkodliwy, lecytyna występuje naturalnie w ograniźmie), sukralozę (pochodną sacharozy, często stosowaną jako słodzik - w formie i ilości występującej w pożywieniu nie działa niekorzystnie na organizm) oraz dodatek smakowy. Przy okazji, bardzo polecam Wam darmową aplikację na smartfona "e-food", z której często korzystam i sprawdzam znaczenia pojawiających się na etykietach skrótów. Aplikacja ocenia składniki pod kątem ich szkodliwości dla organizmu, wskazuje korzyści, ryzyko, źródła i dawkowanie. Przy lecytynie pojawił się komunikat "pożyteczny - śmiało!", przy sukralozie "podejrzany - uważaj" z odpiskiem, że większe stężenie substancji niż to pojawiające się w jedzeniu, faktycznie może być szkodliwe dla zdrowia. 

Choć w ofercie MyProtein dostępne są też odżywki o "naturalnym" smaku, nie mogłam oprzeć się wypróbowaniu cookies & cream, kojarzącym się z moimi ulubionymi lodami Ben & Jerry's; dodatek smakowy to mój jedyny "grzeszek" w całym składzie produktu. Odżywkę testuję od około miesiąca i uwaga... wcale nie przypominam pana Schwarzeneggera :-) Co więcej, przypadła mi do gustu ze względu na olbrzymią wydajność, smak (niczym szejk ciasteczkowo-mleczny) i przede wszystkim wygodę. O ile wmuszenie w siebie porcji jedzenia przychodzi mi wieczorem z trudnością, o tyle wymieszanie 100 ml mleka roślinnego z dwiema płaskimi łyżkami odżywki i wypicie jej kilkoma łykami nie stanowi problemu. Oprócz regeneracyjnego koktajlu, odżywkę dodaję też od czasu do czasu do owsianki. Producent sugeruje, aby stosować ją 2 - 3 razy dziennie, mnie wystarczy kilka razy w tygodniu.


Masło migdałowe

Gdy w ofercie MyProtein zauważyłam też masła orzechowe, nie mogłam sobie darować! Widzieliście kiedykolwiek masło orzechowe w 1-kilogramowym wiaderku? Ja też nie, ale oczy zaświeciły mi się jak u sroki na widok błyskotki. Uwielbiam masła orzechowe i namiętnie dodaję je do porannych owsianek. Nie zauważyłam, że na stronie można wybierać masła w dwóch wersjach "smooth" (gładkiej) i "crunchy" (z kawałkami orzechów). Co mamy w składzie masła z migdałów? Niewiele - prażone i mielone migdały oraz organiczny olej słonecznikowy. To masło zdecydowanie schodzi u mnie najszybciej i podbija moje podniebienie. Ma wyraźny smak migdałów i dobrze komponuje się z większością dań.


Masło z nerkowców

Masło z nerkowców to kolejny temat-rzeka. Parę miesięcy temu dostałam w prezencie słoiczek z niemieckiego eko-sklepu i zakochałam się w smaku kremowych orzeszków. Oczywiście masło szybko zeszło, więc z przyjemnością uzupełniłam zapasy. Tym razem trafiła do mnie wersja z orzeszkami, skład podobny jak wyżej. Masło jest bardzo delikatne w smaku, znacząco różni się od masła, którego próbowałam wcześniej. I już wiem dlaczego - mój smakołyk z Niemiec był wzbogacony cukrem trzcinowym i solą morską. Masła z nerkowców, w porównaniu z poprzednim, wykorzystuję w mniejszej ilości. Przez pierwsze kilka dni od otwarcia miałam wrażenie, że smakuje nieco... plastikowym opakowaniem. Na szczęście posmak szybko się ulotnił, co nie zmienia mojego przekonania o tym, że masła orzechowe w szklanych słoikach są jednak nieco lepsze. Z drugiej strony jednak nie wyobrażam sobie kuriera z przesyłką z Wielkiej Brytanii, w której grzechoczą dwa szklane, kilogramowe słoje. Myślę, że tu firma postawiła po prostu na wygodę i bezpieczeństwo przewozu.


Shaker

Dopełnieniem zamówienia był prosty w użyciu, tani shaker. Po ćwiczeniach do pojemnika wlewam około 1/3 szklanki mleka, dodaję 2 łyżki odżywki, szczelnie zamykam i wstrząsam ile wlezie ;-) Metalowa kulka w środku blenduje odżywkę i dokładnie miesza ją z mlekiem. Pojemnik jest szczelny i wygodny, więc podejrzewam, że za kilka tygodni wraz z porcją odżywki będzie towarzyszyć mi na siłowni.

Długo zabierałam się do tego wpisu, bo chciałam dać sobie kilka tygodni na przemyślenia. Tak jak wspomniałam, ani odżywka, ani pozostałe produkty nie spowodowały, że zamieniłam się w damską wersję Hulka ;-). Napiszę więcej, ostatnio moi dziadkowie stwierdzili, że trochę mnie ubyło odkąd widzieliśmy się wiosną. Nie jestem pewna czy zawdzięczam to wyłącznie ćwiczeniom czy też faktycznie dzięki zwiększonej ilości białka w diecie podkręciłam dodatkowo metabolizm. A może jedno i drugie? Grunt, że jestem zadowolona i naprawdę nie widzę przeciwwskazań do wzbogacenia diety o podobny suplement. Pod jednym warunkiem oczywiście, że będziemy wybierać, kupować i korzystać z głową. 

PS. A propos zakupów z głową. Zauważyłam, że polskie sklepy internetowe mają  wysokie przebitki na tego typu produkty. Nawet przeliczając oryginalne ceny z funtów na polską złotówkę, kwoty były nieporównywalnie niższe. Mam nadzieję, że polska wersja strony szybko ruszy i nie przyprawi nikogo o ból... portfela.

16 paź 2014

Podsumowanie pierwszych 2 tygodni fit-wyzwania


Na początku października postawiłam sobie małe fit-wyzwanie. Oprócz zróżnicowania diety i ćwiczeń, planowałam bardziej przyłożyć się do pielęgnacji ciała i wdrożyć do diety po-treningowe posiłki, które zawsze budziły we mnie strach przed zyskaniem dodatkowych kilogramów. Oto spowiedź z moich dotychczasowych sukcesów i porażek ;-)


11 paź 2014

Książka kucharska dla aktywnych - recenzja


Kilka tygodni temu, tuż pod podjęciem październikowego fit-wyzwania, dostałam propozycję zrecenzowania książki kucharskiej adresowanej do osób aktywnie uprawiających sport. Nigdy wcześniej nie korzystałam z tego typu poradników, bo zawsze obawiałam się, że do przygotowania każdego dania trzeba wykupić pół sklepu, a potem pół dnia spędzić nad garnkiem i patelnią. Książka na szczęście rozwiała moje wątpliwości, poza tym pogłębiła dotychczasową wiedzę i zainspirowała do wzbogacenia jadłospisu.


Designed by Sally / BWD