25 sty 2015

To jest nasz czas - mobilnych minimalistów


"Nie chcą własnych mieszkań, wolą wynajmować cudze. Nie chcą samochodów, bo to żaden luksus. Nie chcą obowiązków, chcą przygód. Wolności - od stałego adresu, kredytu, nagromadzonych przedmiotów. Bo dzięki temu mogą się spakować do jednej walizki i z dnia na dzień wyjechać na drugi koniec świata."

Dokładnie tymi słowami rozpoczyna się artykuł Angeliki Kucińskiej w ostatnim numerze magazynu Glamour. Trochę zdziwiłam się, że nie znalazłam w nim swojego zdjęcia, bo jestem modelowym przykładem osoby, która może podpisać się pod tekstem rękami i nogami. 

Artykuł rozpoczyna się od rozważań na temat wynajmu i zakupu mieszkań. Mam 24 lata i jestem w wieku, w którym większość starszych kolegów i koleżanek właśnie kupiło sobie mieszkania (czyt. kupili im rodzice) lub podpisała umowę w banku i związała się z kredytem hipotecznym na najbliższe 20-40 lat. Pokolenie rodziców w naszym wieku już intensywnie myślało nad znalezieniem swojego miejsca. My w większości przypadków jesteśmy skazani na wynajem przez najbliższe lata. Zwłaszcza, jeśli mieszka się w innym mieście lub kraju. I o ile można płakać nad sobą, że nie ma się swojego kąta, można też celebrować życie i wszystkie jego dobre strony wynikające z tak "beznadziejnej" sytuacji. 

Najlepsza jest chyba taka, że z dnia na dzień możesz spakować swój dobytek w kilka pudeł lub walizek i przenieść się w dowolne miejsce na świecie bez obawy o los swojego mieszkania. Kolejna - nie gromadzisz tony niepotrzebnych sprzętów i rzeczy, których i tak nie miałbyś jak ze sobą zabrać. Odkąd pamiętam nie lubiłam otaczać się zbyt dużą liczbą przedmiotów. Przytłaczały mnie i zabierały przestrzeń. Wolałam mieć kilka rzeczy, ale za to dobrej jakości i wypróbowanych. W Warszawie mieszkam od około 5 lat (nie mam pojęcia, kiedy minęły...) i w tym czasie przeprowadzałam się 8 razy. Wiem, że są ode mnie lepsi rekordziści, ale jak na mój gust to i tak całkiem sporo. Czego nauczyło mnie mieszkanie w różnych miejscach z różnymi ludźmi? Przede wszystkim tego, że nie warto kupować zbyt wielu rzeczy. Każda książka którą możesz wypożyczyć w bibliotece lub przeczytać na Kindle, każda para butów w których nie chodzisz od roku, każdy zestaw kubków i talerzy pamiętających czasy szkoły podstawowej urastają do rangi wielkiego problemu (czyt. ciężaru), gdy przychodzi czas na pakowanie. Z roku na rok okazywało się, że do życia potrzebuję naprawdę niewiele. Mnóstwo ubrań wylądowało w koszu, na aukcjach i kontenerach z używaną odzieżą. Książki porozdawałam, a kubki zawiozłam do domu. W tej chwili mam w (nie swoim) mieszkaniu ubrania, buty, kilkanaście książek i przewodników, komputer, XBOX 360, kilkanaście gier i filmów na DVD, dwa ulubione kubki, trochę gratów pod łóżkiem (dokumenty, notesy, segregatory i PSP Portable) i magnesy z podróży na lodówce. I wiecie co? Mam wrażenie, że mam naprawdę sporo. I gdy czasem tata lub babcia pytają czy czegoś konkretnego nie potrzebuję, nie za bardzo wiem, co odpowiedzieć. 



Samochodu też nie mam, bo nawet nie miałabym z czego na niego odłożyć. A zresztą posiadanie samochodu w stolicy to takie małe samobójstwo. Poza tym, auto to nie tylko piękny i funkcjonalny pojazd, ale też studnia bez dna pochłaniająca mnóstwo wydatków, gdzie benzyna stanowi tylko 1/10 całości. 

"Rynek pracy traktuje ich bezwzględnie, ze śmieciowych umów nigdy nie odłożą na emeryturę. Chwilę się bali, dziś wychodzą z założenia, że skoro przyszłość i tak nie wygląda najlepiej, po co przejmować się nią już teraz? Teraz chcą pożyć. Trochę tu, trochę tam. To jest ich luksus."

Na fali mody życia w minimalistyczny sposób, ale może też przesytu nadmiarem wszystkiego, przedmioty coraz częściej tracą na wartości w oczach wielu osób, również moich. Nie są symbolem jakości życia, najbardziej liczy się to, co przeżyłam, zobaczyłam, odwiedziłam i kogo poznałam do tej pory.  Jeśli kupować to rzeczy dobre, które za 3 miesiące nie zamienią się w taniej jakości szmatkę lub nie rozpadną na atomy na Twojej pupie. Filmy i seriale można oglądać na laptopie, książki wypożyczać, a płyty - jeśli kupować to tylko ukochanych wykonawców, bardziej kolekcjonersko. Całą resztę załatwi konto na Spotify, z którym zresztą sama nie rozstaję się każdego dnia. 

"Mobilność to przywilej. Wyjeżdżają, bo mają poczucie, że mogą. Bo świat nigdy nie był tak pozbawiony granic, tak otwarty. (...) Wszystko, co widzieliśmy w internecie, chcemy zobaczyć na własne oczy."

Co zmusza do mobilności? Nie tylko świadomie przyjęty styl życia, ale też praca. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że pracuje się po to aby żyć, nie odwrotnie. Rozmawiałam z wieloma osobami dwukrotnie ode mnie starszymi i sporo z nich zgodnie twierdzi, że zmarnowało najlepsze lata swojego życia goniąc za pieniądzem. I mają mieszkania, domy, samochody, a czują pustkę. Bo nie widzieli świata, nie odpoczywali, nie wysypiali się wystarczająco dużo, nie mieli czasu na czytanie książek, ulubionych gazet i spotykanie się z przyjaciółmi przy dobrym obiedzie na mieście. 

Przeprowadzka za granicę? Może, nie wykluczam. W dzisiejszych czasach nie jest to żadna rewolucja życiowa, ani też powód do chwały. Mnóstwo osób wyjeżdża (i nie mam na myśli Berlina, ale np. Indonezję, Australię, RPA czy Zjednoczone Emiraty Arabskie) i jakoś sobie daje radę. Ba, wydają się być nawet szczęśliwe i zadowolone z tego, co mają i jak żyją. Tanie linie lotnicze i Skype pomagają utrzymywać kontakt z najbliższymi, a to co zobaczysz za granicą, zostanie z tobą już na zawsze i nikt ci tego nie odbierze. Czy to nie brzmi pięknie? Jak to powiedziała moja koleżanka: "I tak kiedyś wszyscy pójdziemy w piach", więc jaki sens ma poddawanie się paraliżującemu strachowi przed nieznanym? Można zaczerpnąć głęboko powietrza i powiedzieć sobie, że co ma być, to będzie. Oczywiście warto mieć plan i pomysł na życie, bo ten kto go nie ma, nigdy nie odnajdzie sprzyjającego wiatru, który pozwoli mu zawinąć do dobrego portu. 

Wcale nie chodzi mi o to, żeby jutro wszystko rzucić - pracę, szkołę, cokolwiek. Ale może warto otworzyć swój umysł na zmiany i nie bać się wprowadzania ich we własne życie? Obojętnie czy będzie to podróż na studia na drugi kraniec świata, podjęcie nowej pracy na nieznanym polu czy wygłoszenie publicznego wystąpienia. Czasem obawiam się zmian, ale jeszcze NIGDY W ŻYCIU zmiany, które nadeszły, nie były zmianami na gorsze. Zawsze na lepsze. I to daje mi siłę do myślenia, że wszystko będzie dobrze. 

źródło zdjęcia: Flickr

19 sty 2015

Piszę sobie list do Ciebie...


Gdybym miała zdjęcie przedstawiające facepalm w moim wykonaniu, na pewno doskonale ilustrowałoby ten wpis. Nie licząc wizyty w szpitalu wieki temu, ostatni brak odzewu był jedną z najdłuższych przerw w blogowaniu. Dlaczego?


22 gru 2014

Wspomnienia z Turcji... w wersji filmowej


Wczoraj, po wielu bólach, niedoczasie i kilku nieporozumieniach, nadeszła wielka chwila. Razem z P. skończyliśmy pracę (no dobra, właściwie to ja przyjęłam na siebie rolę krytyka) nad nowym filmem z podróży - zapowiedzią dłuższej wideorelacji ze Stambułu. Zdjęcia widzieliście, czas na coś bardziej konkretnego!

Designed by Sally / BWD