24 wrz 2014

Fit-wyzwanie czyli 100% motywacji!



Koniec z jesiennym marudzeniem! Wypowiadam wojnę swojemu lenistwu, rutynie i wygodnym przyzwyczajeniom które sprawiły, że choć ćwiczę kilka razy w tygodniu, zapomniałam co to naprawdę znaczy „być w świetnej formie“. Wprowadzam zmiany do codziennych przyzwyczajeń żywieniowych, aktywności sportowej i rytuałów podstawowej pielęgnacji ciała. Zamiast zalegać na kanapie, zawalczę o lepszą wersję siebie.

Sytuacja wyjściowa: ćwiczę 5 razy w tygodniu (a przynajmniej staram się, choć zdarzają się sytuacje  w których jest to niemożliwe), zdrowo jem, a jak mi się przypomni to raz na kilka dni po prysznicu wklepię sobie balsam.

Co jest nie tak: intensywność ćwiczeń zmieniłam z początkiem kwietnia, wtedy też 3 treningi biegowe w tygodniu zamieniłam na 2 dłuższe wybiegania i dodałam do nich 3 treningi siłowe w domu na macie. Niebawem minie pół roku, a efekty ćwiczeń są – jak na tak długi okres – mizerne. W czym tkwi problem? Nie jestem pewna, podejrzewam, że ćwiczenia choć częste nie są wystarczająco intensywne, a poza tym zbyt często się powtarzają przez co mięśnie przyzwyczajone do jednostajnego wysiłku przestają efektywnie pracować. Naprawdę, po takim czasie powinnam móc napisać do Ewy Chodakowskiej załączając swoje zdjęcie z hiper rewolucyjną metamorfozą, a tejże solidny brak.

Staram się jeść zdrowo o wyznaczonych porach, a w lipcu zrezygnowałam z jedzenia mięsa (może na ograniczony czas, może na stałe – zobaczymy jak będzie radził sobie mój organizm, na razie mu nie tęskno). Poza tym... latem pochłonęłam solidne porcje lodów i odbyłam kilka krótkich podróży, które obfitowały w kulinarne, nie zawsze super zdrowe (hiszpańskie churros albo tureckie desery!) ekscesy. Mój jadłospis zrobił się bardzo przewidywalny, dwa tygodnie z rzędu potrafiłam wcinać na śniadanie tę samą owsiankę, przed południem jeść jogurt, a na obiad zajadać się pieczonymi frytkami bez tłuszczu. Czy dostarczałam sobie wszystkich elementów zbilansowanej diety? Nie sądzę. Poddałam się nawykom, lenistwu i wmawianiu sobie, że nie mam czasu na wymyślanie nowych pomysłów na posiłki.

O pielęgnacji nie ma co wspominać. Poza obowiązkowym prysznicem i dokładnym oczyszczeniu i nawilżeniu twarzy nie robię nic dla swojej skóry. A ta, po tureckiej przygodzie, jest delikatnie opalona, ale sucha i pozbawiona blasku. Codziennie obiecuję sobie, że po prysznicu wklepię w skórę całego ciała balsam. A potem twierdzę, że nie mam czasu/byłam zbyt śpiąca/zapomniałam/nie chce mi się/cokolwiek innego.

Nie jest źle, ale nie jest też najlepiej. Skoro jesienią mało nam się chce uznałam, że to najlepsza pora aby wziąć się w garść, wprowadzić w życie kilka zmian i zadbać o siebie, żeby później nie mieć argumentów do narzekania, że coś mi się w sobie nie do końca podoba.

Plan jest następujący:

Dieta

  •  Codziennie rano, zaraz po wstaniu z łóżka wypijam gorącą wodę z cytryną. W miarę możliwości pół godziny przed śniadaniem. W tym czasie mogę szykować posiłek, umyć włosy lub zająć się przygotowywaniem jedzenia do pracy.
  • Stawiam na bardziej zróżnicowaną i zbilansowaną dietę. Z przepisów dostępnych na FB Ewy  Chodakowskiej stworzyłam na laptopie 3 dokumenty podzielone na śniadania, przekąski i obiady, które po przekonwertowaniu na PDF służą mi jako mini książka z inspiracjami. Korzystam też z „Książki kucharskiej dla aktywnych“, którą otrzymałam od wydawnictwa Inne Spacery do zrecenzowania na blogu. 
  • Na 7 śniadań w ciągu tygodnia 3 będą pochodzić z nowo poznanych przepisów, a w przypadku przekąsek/II śniadań codziennie będę się starała przygotowywać coś innego. Z kolei w przypadku obiadów mam zamiar wypróbować nowe, nieskomplikowane i pełne wartości odżywczych dania. Z racji, że u Ewy każdego dnia pojawia się inny jadłospis, ja postanowiłam każdy obiad robić na 2 dni, dzięki czemu zużyję całość (a nie tylko połowę) produktów i oszczędzę czas na inne czynności. Podobną formę planowania posiłków proponują autorzy wspomnianej książki, której przed premierą poświęcę jeszcze wpis na blogu, bo zapowiada się bardzo ciekawie.

  •    Jem (lub piję – w przypadku wszelkiej maści szejków) po wieczornych (21.00 – 22.00) treningach. Tak, to dla mnie spore wyzwanie, bo do tej pory unikałam jedzenia późnym wieczorem mimo tego, że przez ostatnią godzinę wylewałam z siebie siódme poty. Oczywiście błędnie uznawałam, że o tej porze po prostu wcinać nie można, bo wszystko co spaliłam na treningu zwróci mi się z nawiązką. Kluczową rolę w regeneracyjnej przekąsce odgrywa białko, które odbudowuje uszkodzoną strukturę mięśni. A co najlepsze, po intensywnym wysiłku wcale nie doskwiera mi głód. Metodą małych kroków postanowiłam wprowadzić do diety polecaną przez sporo fit blogerek odżywkę białkową MyProtein, przekonać się jaki faktycznie daje efekt i uzupełnić zapasy białka, którego w związku z rezygnacją z mięsa może nie być wystarczająco dużo. Odżywce i nie tylko poświęcę jeszcze osobny wpis, bo do tej pory – tak jak większość kobiet – myślałam, że takie specyfiki są bardzo niezdrowe, przeznaczone głównie dla facetów, a poza tym to sprawiają, że mięśnie rozrastają się jak u Schwarzeneggera ;-) Czas obalić trochę mitów!


Ćwiczenia




Pielęgnacja

  • Codziennie, po wieczornym prysznicu aplikuję na skórę balsam nawilżający. Zapowiada się sroga walka z lenistwem, mam nadzieję, że obędzie się bez ofiar :-) Uwaga: nie zapominam o szyi, bo ta jest najczęściej traktowana po macoszemu. Krem do twarzy sięga tylko do brody, a to właśnie skóra na szyi jest najbardziej delikatna i za kilka(naście/dziesiąt) lat czas zweryfikuje kto o nią dbał, a kto miał w... nosie ;-)

  • Dwa razy dziennie, rano i wieczorem używam sorbetu lub serum antycellulitowego/ujędrniającego. Niestety problem cellulitu nie jest mi obcy. Choćbym ćwiczyła codziennie, stawała na głowie i na rzęsach i tak nie zniknie całkowicie, bo kobietą jestem i nic, co zaprogramowała nam Matka Natura, nie jest mi obce.

Czas... start!

Startuję od października i mam zamiar co tydzień przez cały miesiąc raportować na blogu swoje postępy. Podobno wystarczy 30 dni aby wykonywana czynność stała się rutyną. I taki jest plan, to nie jest wyzwanie na miesiąc lub dwa. Miesiąc jest tylko okresem próbnym po którym w teorii powinno być już z górki. Dlaczego nie zaczynam od jutra? Zwyczajnie, po przeziębieniu przywiezionym z Turcji nie wróciłam jeszcze do pełnej sprawności fizycznej, a ciągłe wyjazdy uniemożliwiają trzymanie się założonych postanowień. Poza tym łatwiej startować od pełnego miesiąca niż kilka dni przed zakończeniem innego.

To będzie aktywna jesień! Jeśli i Wy zmagacie się z wrodzonym lenistwem to a) pragnę Was pozdrowić i powitać wśród swoich, b) może zmobilizujecie się do własnej zmiany dostosowanej do swoich potrzeb!

21 wrz 2014

Fitness w domu. Na co zwracam uwagę wybierając strój do ćwiczeń?


Im chłodniej na dworze, tym w coraz większą siłę rośnie motywacja do ćwiczenia w domu. Chociaż jestem zdania, że dla osób uprawiających sport na świeżym powietrzu nie istnieje zła pogoda, a jedynie nieodpowiedni ubiór to nie ukrywam, że z aktywnością fizyczną w domowym wydaniu zaprzyjaźniłam się już wiosną i traktuję jako element uzupełniający treningi biegowe. Wybór stroju do ćwiczeń na macie nie jest trudny, ale robiąc sportowe zakupy warto zwrócić uwagę na kilka  podstawowych elementów.


18 wrz 2014

Travel love: Andaluzja


Jeszcze miesiąc temu ogrzewały mnie promienie andaluzyjskiego słońca... W dni takie jak ten, w którym choć jeszcze jest ciepło, wszystkie znaki na niebie i ziemi przypominają o wolno nadchodzącej jesieni (brr!) cudownie jest wrócić myślami do tego upalnego regionu. A jeszcze lepiej jest opowiedzieć Wam, dlaczego Andaluzja skradła mi serce i zasługuje na uwagę każdej odwiedzającej ją osoby!



Designed by Sally / BWD